Gdzie znajdę przystępnie podane, różnorodne informacje prawne?

Centrum prasowe DZP.

Skąd biorą się "klejmerzy" na polskich budowach?

05.08.2013

Autorzy:
Tomasz Darowski

Szał inwestycyjny przed Euro 2012 skończył się krachem budowlanym. Wykonawcy i zamawiający sądzą się o miliardy złotych. Co stało się na budowach, że ostatnia deska ratunku dla wielu wykonawców to wynajęcie specjalistów od wyszukiwania roszczeń?

Tomasz Prusek: Wie pan kogo budowlańcy nazywają na budowach "klejmerami"?
Tomasz Darowski, partner w kancelarii prawnej Domański Zakrzewski Palinka: To specjaliści, którzy nie są bezpośrednio
zaangażowani w wykonawstwo, tylko szukają roszczeń, które można zgłosić do zamawiającego, np. za braki w projekcie. Ich zadaniem jest uzyskać jak najwięcej pieniędzy dla wykonawców. To często inżynierowie, z dużym doświadczeniem technicznym, działający ze wsparciem prawników. Tworzą tandem do walki z inwestorem. To są często pieniądze należne wykonawcy, bo bywa, że inwestor ma swoje na sumieniu, bo np. trzeba wykonać więcej prac. Przychodzą "klejmerzy" do firm i mówią: "Jak coś znajdziemy, to bierzemy myto od wygranej, np. 5 albo 10 proc."?
- To jeden ze sposobów wynagradzania takich osób. Jednak obecnie coraz trudniej z dobrowolnym, polubownym uznaniem roszczeń przez inwestora. Nawet najbardziej błahych, oczywistych. W większości sprawy trafiają do sądu. Kiedy prawnicy zaczynają pojawiać się na budowach częściej niż robotnicy?
- Bez przesady. Dopiero gdy firma zrywa kontrakt i schodzi z placu budowy, to można powiedzieć, że na budowie jest więcej prawników niż robotników, bo plac budowy przenosi się do kancelarii i na sale sądowe. Wcześniej wykonawca szuka pomocy prawników dopiero, gdy wie, że nie dotrzyma terminu końcowego lub jednego ze wskazanych w umowie, co zagrożone jest karami. Albo kiedy wymuszane są na nim przez inwestora roboty ekstra, spoza kontraktu, ale w jego cenie.
Na ile można oszacować wartość roszczeń branży budowlanej wobec inwestorów?
- Dokładnych danych nie ma. Ale ze spraw, które znam, można przyjąć, że na pewno kilka miliardów złotych.
Jak powinny być rozstrzygane spory między firmami a inwestorem, aby nie schodziły z placu budowy?
- Szybko. W trakcie realizacji prac, a nie po kilku latach sądowych procesów, kiedy wykonawcy są już w upadłości. Trzeba wrócić do rozpatrywania sporów przez arbitraż albo komisje rozjemcze złożone z inżynierów, a nie prawników.

Źródło: Gazeta Wyborcza, 5 sierpnia 2013

Całość artykułu dostępna w załączonym pliku PDF