Gdzie znajdę przystępnie podane, różnorodne informacje prawne?

Centrum prasowe DZP.

Metropolia, a potem tercet egzotyczny

16.12.2011

Z prof. Michałem Kuleszą, współtwórcą reform samorządowych, doradcą prezydenta RP ds. samorządu terytorialnego, rozmawia Marcin Zasada

Aglomeracja nie potrzebuje ustawy metropolitalnej, bo prezydenci miast sami są w stanie się dogadać. Tak mówią niektórzy.

Najlepiej byłoby, gdyby idea metropolii kształtowała się oddolnie, właśnie na zasadzie współpracy między samorządami, ale doświadczenie pokazuje, że to wychodzi nie najlepiej. Widać to na Śląsku i w Warszawie, i również w Trójmieście. Dla czternastu śląskich miast na prawach powiatu, gdzie mieszka ponad 2,5 mln ludzi, stworzenie dużego okręgu miejskiego jest w pełni uzasadnione. Warszawa to jedno miasto, prawie 2 mln mieszkańców, w którym mamy silną centralizację zarządzania i marginalizację roli dzielnic. Ten model nie sprawdziłby się na Śląsku; sprowadzenie miast śląskich do roli dzielnic metropolii wydaje mi się absurdem. Dlatego ważne jest także, kto będzie rządził tą metropolią.

9-osobowa rada wybierana w wyborach powszechnych. A na jej czele - starosta.

Już to nazewnictwo wprowadza w błąd. Sama nazwa "powiat metropolitalny" jest myląca, bo sugeruje, że metropolia przejmie od miast na prawach powiatu ich kompetencje powiatowe, a wcale o to nie chodzi. Lepiej mówmy o "okręgu miejskim", wtedy też będzie łatwiej zdefiniować jego zakres jego działania, powierzając mu tylko to, co w skali całej metropolii jest niezbędne. A 9-osobowa reprezentacja? Ryzykowne. Miast jest 14.

Tego obawiają się samorządowcy: monopolu Katowic.

Wszystko zależy od tego, jak określony zostanie zakres działania metropolii. Moim zdaniem, powinna skoncentrować się jedynie na funkcjach ponadlokalnych, bez przejmowania zadań miejskich. Na przykład: wspólna polityka edukacyjna. Nie chodzi o to, by zarządzać szkołami - to zadanie samorządów, tylko nie dopuszczać, by 14 miast w ciągu jednego roku zlikwidowało np. 40 podstawówek. Albo: przygotowanie studium ramowego zagospodarowania przestrzennego, które zwiąże gminy przy uchwalaniu planów miejscowych. Nie szczegóły, tylko ogólne wytyczne i podstawowe lokalizacje warunkujące dalsze działania.

To, zdaje się, zadanie marszałka.

Owszem, w skali całego województwa. Ale w skali aglomeracji niech zajmie się tym metropolia. Kolejna kwestia: transport zbiorowy i takie elementy, jak bilet metropolitalny czy sieć komunikacji regionalnej. Metropolia powinna być organizatorem, ale niekoniecznie operatorem komunikacji zbiorowej. Metropolia powinna też podejmować przedsięwzięcia, zwłaszcza infrastrukturalne (np. drogi) niezbędne dla jej dobrego funkcjonowania. Ale nie musi zarządzać wszystkimi drogami krajowymi i lokalnymi na tym terenie, bo i po co? Przymiar-ki do utworzenia silnego okręgu miejskiego na Śląsku to oczywistość. I zapewne będą one pierwszym krokiem do większego dzieła w przyszłości: powstania gigantycznego trójkąta współpracy pomiędzy Śląskiem, Krakowem i Ostrawą. Inwestycje, dobre drogi, potencjał naukowy i technologiczny, ochrona środowiska - to wszystko powinno być uwzględnione w ramach współdziałania w tym trójkącie. Myślę, że to perspektywa najbliższej dekady.

Dziś wiemy, że na budżet metropolii mają złożyć się jej miasta.

To nie wystarczy. Warszawa też nie buduje metra z miejskiego budżetu. Trzeba dodatkowych środków z programów rządowych i regionalnych. Metropolii łatwiej będzie zdobywać pieniądze na duże przedsięwzięcia, istotne dla całego obszaru. Musi jednak istnieć jeden ośrodek decyzyjny, a nie 14.

Czy ustawa metropolitalna w tej formie może być zamachem na samorządy, w których rządzą prezydenci bezpartyjni?

Partie chcą rządzić, taka jest ich natura. Uważam, że w skład rady powinni z urzędu wchodzić prezydenci miast - mają przecież silny demokratyczny mandat.

Źródło: Dziennik Zachodni, 16 grudnia 2011